Jestem fotografem, jestem więc także obserwatorką kobiet. Dla mnie granicy między subtelną sensualnością a erotyzmem nie ma wcale. Te dwa pojęcia nie kłócą się, raczej splatają jakby we wzajemnych objęciach w kadrach które tworzę. Co innego pornografia i wulgarna, surowa nagość – takiej fotografii nie uprawiam. Nie, tu chodzi o dużo więcej, o prawdziwe emocje, o głęboki kontakt ze sobą i z najgłębszymi pokładami swojej naturalnej kobiecości. Ta spontaniczna zmysłowość to po prostu WOLNOŚĆ. Wolność od zakazów, od społecznej klatki, od skrępowania, od odrzucania samej siebie. Podczas sesji jestem świadkiem tego, jak głęboko kobiety pragną tej właśnie wolności i z jaką gracją wchodzą w ekspresję swojej kobiecej natury kiedy się im w tym pomoże. Ze szczególną siłą widzę to w kobietach dojrzałych, 40, 50, 60 plus. W jakimś sensie są one już gotowe do zrzucenia z siebie masek i ograniczeń, które je uwierają od dawna. Są bardziej świadome siebie, bardziej pogodzone ze swoim wyglądem, często mają dorosłe dzieci, ugruntowane relacje z partnerem, stabilną sytuację zawodową – ba, zazwyczaj mają na koncie już duży sukces zawodowy i chcą teraz żyć garściami już wreszcie dla siebie. Dla mnie praca z takimi kobietami to czysta przyjemność, rozumiemy się bez słów, bo jestem jedną z nich i czuję ich potrzeby. A to, co wspólnie tworzymy, jest czymś dużo więcej niż zdjęciem. Jest głębokim przeżyciem i doświadczeniem, które zostają uchwycone w obrazie, który pozostaje z nami na zawsze.   

 

Gdzie leży granica pomiędzy subtelnością a erotyzmem w fotografii?

18 lipca 2021